2015-09-01

 

Józef Eichendorff - SKARGA WOLNOŚCI

1849

Biada, kraju, coś mnie spętał:
Gdy do ciebie ufnie biegłam,
Mnie w głupocie nie rozpoznał;

Gdzie z rumowisk duchy blade
Ślepią: duma i nienawiść,
Bracia tłuką się nawzajem.

Od tegoście się odwrócili,
Co mnie posłał litościwie;
Honor wasz się w hańbę zmieni.

Kto chce sztandar mój rozwinąć,
Musi z diabłem w szranki stanąć,
Który wie, jak pętlę ścisnąć.

Kto tak śmiały, by mnie bronić,
Ten niech śmierci się nie boi,
By w królestwie stanąć moim.

Ty nie kochaj, w bok zerkając,
Bo młodością jestem samą
I wszech ludów cnotą stałą.

Jam rozkoszą wysokości,
Gdzie się oddech temu zmąci,
Kto w głębinę patrzeć skłonny.

Płomień, co wysoko strzela,
Który gniewnie, co murszeje,
Chwyta, pali i spopiela.

Tam był w górze las potężny,
Pień przy pniu stał niebosiężny,
Dom zielony dla mnie święty.

Biada, dębów silnych kraju!
Bratnia zwada, jak śmierć blada,
Z siekierą się morderczo skrada.

W dniach idących, pustych, martwych
Będą tylko sagi żalne
O niemieckim lesie gwarzyć.

Przełożył Andrzej Lam


dodajdo.com



WierszDnia.pl to strona informacyjna akcji kulturalnej.
Zapraszamy do portalu Pisarze.pl - organizatora akcji!